środa, 16 kwietnia 2014

Przelecieć wszystko (zboki!)

Siedzę i jem marchewki. To ostatnia rzecz, na którą mam ochotę, ale chce mi się jeść. Już wolę zjeść tą trawę aniżeli coś co zjadłam dzisiaj po południ.
Powoli wrzucam na luz. Z egzaminami, z odchudzaniem, ze sportem, ze wszystkim. Zastanawiam się czy dobrze postępuję. Szczególnie z tym ostatnim. Po prostu ostatnimi czasy nie mam na nic ochoty. Wszystko sprawia mi problem i niepotrzebne smutki. Cały czas mogłabym powtarzać "ech..." i tyle. Ja po prostu wiem, że egzaminy napiszę okropnie, o wiele poniżej swoich oczekiwań, a wiem, że jeżeli tak zrobię, będę załamana. Powtarzam, że nie powinnam tak robić, dołować się bezpotrzebnie, ale ja to ja. Tylko ona mogłaby mnie pocieszyć...
Fajnie by było jakbyśmy wszystko dostawali bez wysiłku. Ale wtedy radość i smutek straciłyby na wartości. Zastanawiam się co lepsze. Chyba wolałabym ominąć te 9 lat nauki, tylko zacząć już pracować, zarabiać, mieć własne życie. Przede mną długa droga...
Żałuję, że nie mieszkam w jakimś wielkim mieście.
Prawda jest taka, że miastowi mają lepiej. Dużo rzeczy do roboty, wszędzie blisko i cały czas się gdzieś chodzi. W wiosce jesteś sam, nudzisz się, nie masz co ze sobą zrobić, dlatego jesz i jesz i jesz.
W tle Sulin, a ja nie potrafię się skupić na tym poście ani trochę. Ech... chyba pójdę poczytać.
W oczekiwaniu na Nicolasa Cage...

3 komentarze:

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. Miło wiedzieć, że ktoś czyta moje wypocinki ;)